Te historie napisało życie...
Blog > Komentarze do wpisu
Festung Brieg. Ostatnie dni oblężonego miasta (3)
23. stycznia 1945r. o godz. 15:00 Brzeg znalazł się pod ostrzałem artyleryjskim, który trwał nieprzerwanie aż do kapitulacji miasta i dokonał w nim znacznych spustoszeń. Szczególnie we znaki dawały się katiusze. Jako jeden z pierwszych budynków trafiony przez nie został (w wyniku czego następnie całkowicie spłonął) hotel „Złoty baranek”.

Fot. Na rogu ulicy Zamkowej

Ewakuacja starców i chorych

25. stycznia zjawił się w naszej komendanturze, w towarzystwie siostry zakonnej, ksiądz Rieger. Przybył do nas z prośbą o pomoc dla około dwustu starców i chorych z Marienstift (katolickiego domu starców, który mieścił się przy ul Chrobrego, w pomieszczeniach dzisiejszej „Groty”), o których zapomniano przy rozpoczętej 21. stycznia ewakuacji. Zwróciłem się z tą sprawą do Kreisleitera (kierownika powiatu) Werlitza, którego samochodem następnie pojechaliśmy razem z księdzem Riegerem i siostrą zakonną na dworzec kolejowy. Szybko zdołano podstawić na peron skład wagonów, którym większa część pensjonariuszy mogła uciec (dwie godziny później nie byłoby to już możliwe z uwagi na wysadzenie w powietrze zwrotnic). Resztę chorych odtransportowano samochodami ciężarowymi.

Przenosiny komendantury

W międzyczasie Rosjanie podeszli niebezpiecznie blisko pod siedzibę naszej komendantury przy Sedanstrasse (ul. Grunwaldzka), najwidoczniej ją rozpoznawszy, przez co przestawała nadawać się na punkt dowodzenia. Z tego też powodu przenieśliśmy się do przestronnej willi Neugebauera (budynek dawnego żłobka przy ul. Jana Pawła II). Jednak już po południu odkryto nas i ostrzelano budynek. Schroniliśmy się w piwnicy i tam też urządziliśmy. Willa została jeszcze później trafiona 10 razy z różnych pozycji, co znacznie ją uszkodziło, jednak piwnice pozostały nienaruszone.

Coraz bardziej tragiczna stawała się sytuacja wokół Brzegu. Jedna wieś za drugą trafiała w łapy nieprzyjaciela, a krąg wokół miasta coraz bardziej się zacieśniał. 30. stycznia Führer wygłosił tradycyjną mowę (transmitowaną przez radio; 30. stycznia 1933 naziści przejęli władzę w Niemczech – przyp. aut.), która, jak wierzyliśmy, wypełni nas nową nadzieją. Nie usłyszeliśmy jednak nic pocieszającego, tylko dobrze wszystkim znany już raport o osiągnięciach NSDAP. Nigdy nie zapomnę ostatnich słów Hitlera o korzystnym dla Niemiec wyniku wojny: „…nawet, jeśli na naszych grobach napisane będzie: a jednak zwyciężyliście!”.

Pewnego dnia w sieci telefonicznej można było już tylko usłyszeć rosyjskie słowa, tak więc nie mogliśmy więcej z niej korzystać.

Odcięci od świata

Jako adiutant odpowiedzialny byłem za sprawy personalne. To do mnie trafiały meldunki o stratach ponoszonych przez poszczególne jednostki oraz wartościowe przedmioty należące do poległych. Ponieważ nie działała już poczta, rzeczy te mogły jedynie przekazane zostać do nadrzędnego sztabu, ale to również znalazło swój koniec, kiedy całkowicie zamknął się pierścień wokół Brzegu. Kuferek z tym wartościowym depozytem wpadł niestety, po późniejszym wzięciu mnie do niewoli, w ręce Rosjan.

Od świata zewnętrznego byliśmy całkowicie odcięci. Jedynie drogą radiową mogliśmy przekazywać i otrzymywać zaszyfrowane wiadomości i rozkazy. I tak 4. lutego przyszedł rozkaz, ażebyśmy następnego dnia wsparli idące nam z pomocą, z Nysy, dwie dywizje. Spowodowało to, że nasz termometr nastrojów zbliżony zeru zrazu gwałtownie podskoczył i kiedy rankiem 5. lutego słychać było zbliżające się odgłosy artyleryjskiego ognia cieszyliśmy się jak dzieci. Wkrótce jednak wszystko powoli zaczęło cichnąć. Odsiecz nie powiodła się. Zamiast przewidzianych dwóch jednostek „ratowniczych”, do dyspozycji stała tylko jedna dywizja.

Przygotowania do akcji wydostania się z miasta

Nowy radiotelegram: „Załoga Brzegu ma sama, w nocy z 5. na 6. lutego, wydostać się z oblężonego miasta. W tym celu zrzucony będzie jeszcze w ciągu dnia spory ładunek amunicji artyleryjskiej.” Miejsce zrzutu na terenie czerwonych koszar miało zostać przez nas oznakowane flagami. Musiałem podjąć konieczne kroki, przygotować materiał i poinstruować oddział o sposobie jego wyłożenia. Wkrótce jednak koszary okazały się, ze względu na bliskość nieprzyjaciela, miejscem nieodpowiednim do wykonania zrzutu. Z tego powodu musiałem po południu powtórzyć całą akcję na rynku. Potrzebne flagi znaleźliśmy w sklepie tekstylnym na rogu Zollstrasse (ul. Wojska Polskiego). Niestety wyniknęły kolejne komplikacje – nasze samoloty nie mogły nadlecieć, z powodu przewagi wroga w powietrzu, za dnia, przez co konieczne było oznakowanie nowego miejsca zrzutu - na starym cmentarzu przy Neuhäuser Strasse (Ofiar Katynia – na terenie obecnego szpitala), nocą. W tym celu należało w rogach dużego czworokąta ustawić stosy drewna i na znak nadlatujących samolotów oblać je benzyną i podpalić.

Ledwo wróciwszy stamtąd czekało na mnie kolejne zadanie – ewakuacja punktu opatrunkowego i zorganizowanie transportu rannych. Niewiele pozostających do dyspozycji pojazdów bardzo szybko zapełniło się będącymi jeszcze w stanie poruszać się i lekko skaleczonymi. Należało więc podjąć zdecydowane kroki by zapewnić miejsce ciężko rannym, gdyż nikt nie mógł, w razie powodzenia akcji wydostania się z oblężonego miasta, trafić w ręce Rosjan.

Wszystkie pojazdy gotowe do akcji zgromadzono przy Feldstrasse (ul. Jana Pawła II). W międzyczasie, zgodnie z rozkazami, podpalono wszystkie magazyny żywnościowe, które również nie powinny wpaść w ręce wroga, rozświetlając tym samym niemal światłem dziennym noc, jasną już od pożarów ostrzelanych wcześniej przez wojska radzieckie budynków. Był to przerażający widok – połowa miasta znajdowała się w płomieniach.

Postanowiłem wrócić do swojej piwnicy, by choć troszkę odpocząć. Od dłuższego czasu nie kwaterowałem, z powodu braku miejsca, w willi Neugebauera, lecz w budynku naprzeciw. Okropnie zmęczony całodniową wędrówką zasnąłem. Nagle zbudził mnie donośny głos żołnierza w przedsionku. - W głównym bunkrze znajdują się sami obcy oficerowie – opowiadał podniecony – Pułkownik zwiał czołgiem. Moje nagłe pojawienie się sprawiło, że oniemiał. Wybiegłem na zewnątrz i z niedowierzaniem spoglądałem na chaos, jaki tam powstał. Cała ulica była zapchana pojazdami wszelakiego rodzaju, rannymi i sprzętem. Tam i z powrotem bezradnie przemykali żołnierze i oficerowie. Nikt nie wiedział, w którym miejscu ma nastąpić przebicie się przez pierścień wroga. Ja również nie miałem najmniejszego pojęcia.

Cdn.

niedziela, 20 stycznia 2008, hiberni

Polecane wpisy

  • Porucznik z Kamionki

    Urodził się 20 kwietnia 1925r. w Kamionce, wsi w obwodzie grodzieńskim. Wtedy tereny te należały jeszcze do II Rzeczypospolitej (dziś w granicach Białorusi). Gd

  • Festung Brieg. Ostatnie dni oblężonego miasta (5)

    Gromadziliśmy się przy Bahnhofsstrasse (ul. Armii Krajowej). Pomagałem przy porządkowaniu kolumny, za co jedna z rosyjskich kombatantek serdecznie poklepała mni

  • Festung Brieg. Ostatnie dni oblężonego miasta (1)

    Udało mi się dotrzeć do wspomnień kapitana Wehrmachtu, zastępcy komendanta Brzegu Maxa Pietruszki. Opisuje w nich on z dużą dokładnością tragiczne zajścia, jaki

Stronę monitoruje stat24