Te historie napisało życie...
Blog > Komentarze do wpisu
Festung Brieg. Ostatnie dni oblężonego miasta (5)
Gromadziliśmy się przy Bahnhofsstrasse (ul. Armii Krajowej). Pomagałem przy porządkowaniu kolumny, za co jedna z rosyjskich kombatantek serdecznie poklepała mnie po plecach. Ruszyliśmy w stronę Schlüsselndorf (Żłobizny)

Fot. Na ulicy Piastowskiej

W radzieckiej niewoli

Na rozwidleniu dróg, tuż za wiaduktem kolejowym stał radziecki czołg. Ledwie minęła go nasza kolumna, ten wystrzelił i wjechał w nią. Zginął wówczas, zmiażdżony przez czołg, idący na końcu pułkownik Reimann.

Za dnia staliśmy w deszczu w jakimś podwórzu przy Hindenburgstrasse (ul. Poprzeczna lub ul. Słowackiego). Późnym popołudniem poprowadzono nas dalej.

7. lutego przeprawiono nas przez Odrę po zbudowanym wcześniej przez Rosjan moście w okolicach Lipek. Z leżących na tafli wody pniaków można było wywnioskować, że naszym saperom rzeczywiście udało się wysadzić pierwszą przeprawę w powietrze. Dwa następne dni spędziliśmy w Neu-Limburg (Błota), gdzie otrzymaliśmy pierwszą ciepłą strawę przygotowaną w beczkowozie (zdradzał to jej obrzydliwy smak). Tam też rozpoczęły się niekończące się przesłuchania, którym poddawano mnie zarówno za dnia, jak i w nocy, wierząc, że ode mnie jako adiutanta dużo się dowiedzą. Niektóre ze stawianych mi pytań były bardzo interesujące. Pewnego razu zapytano o stacjonujące w Brzegu jednostki i ich liczebność. Mówiłem tylko to, o czym nieprzyjaciel już i tak wiedział. Wtedy prowadzący przesłuchanie rosyjski oficer pokazał mi niemiecką mapkę, na której zaznaczone były wszystkie dane dotyczące jednostek z Brzegu i Oławy. Okazało się, że jakiś patrol SS sporządził odpis tajnego dokumentu, który wpadł potem w ręce nieprzyjaciela. Moje zastrzeżenie, że przedłożona mi mapka nie może należeć do mnie, gdyż musiałaby być opatrzona stemplem „tajne”, zostało przyjęte. Innym razem jakaś tłumaczka zapytała mnie, dlaczego Hitler zaatakował Związek Radziecki, skoro niemieckie wioski i tak są bardziej zadbane niż niejedno rosyjskie miasto (owej Rosjance bardzo podobały się wsie w powiecie brzeskim). W trakcie kolejnego przesłuchania radziecki kapitan zażądał napisania odezwy do brzeskich żołnierzy, która mówiłaby o tym, że w rosyjskiej niewoli jest nam dobrze, a przestrzegając wszystkich zarządzeń będzie jeszcze lepiej i że powinniśmy być zadowoleni, że nie musimy już dłużej walczyć. Podejrzewając, że chodzi tu o tekst propagandowy, którego Rosjanie mogliby użyć przeciwko walczącym jeszcze niemieckim żołnierzom, odmówiłem wyjaśniwszy, że byłoby to niezgodne z oficerskim honorem. Na moje przypuszczenie, że od tej chwili będzie mi się gorzej powodziło, odpowiedział, że sprawa pozostanie pomiędzy nami – i trzeba przyznać, że słowa dotrzymał. Ku mojemu zdziwieniu dowiedziałem się jednak zupełnie niedawno (Pietruszka spisał swoje wspomnienia przed 1950 r. – przyp. aut.) od pewnego przyjaciela, którego koniec wojny zastał w okolicach Mährisch-Ostrau (Ostrawy na Morawach), że Rosjanie zrzucali tam ulotki mówiące m. in. o tym, że niejaki kapitan Pietruschka dzięki kapitulacji ocalił Brzeg i kilka tysięcy ludzi przed zagładą.

Gdy wyruszyliśmy z Błot w dalszą drogę, wyłowiony ponownie zostałem z kolumny i doprowadzony na dalsze przesłuchania. Trzymano mnie w izolatce, przez Kreuzburg (Kluczbork), Rosenberg (Olesno), trafiłem w końcu do obozu jenieckiego w Tschenstochau (Częstochowa), gdzie spotkałem przebywających już tam od tygodnia kolegów z Brzegu. Obopólna radość ze spotkania była wielka – sądzono, bowiem, że już nie żyję.

W Częstochowie my, jako oficerowie, przebywaliśmy w odrębnym bloku otoczonym drutem kolczastym. Rosjanie szczególnie zwracali bowiem uwagę by nie dopuścić do kontaktu między nami a pospolitymi żołnierzami. Nie jestem więc w stanie podać bliższych informacji na temat kolegów, tym bardziej, że ze względu na charakter swojej służby znałem jedynie nielicznych, a poszczególne jednostki podlegały mi zaledwie przez ok. 5 tygodni. Wszystkie dokumenty dotyczące strat wpadły niestety w ręce Rosjan. Skonfiskowano również wszystkie sporządzone przeze mnie później notatki. Z Częstochowy trafiłem w głąb Rosji, nie zetknąwszy się już z żadnym kolegą z brzeskiej załogi.

Często w późniejszych czasach rozważaliśmy brzeską tragedię. Wydawało się nam rzeczą niepojętą, jak komendant, aktywny oficer, mógł jako jeden z pierwszych opuścić miasto. Ten, który wcześniej stawiał przed sądem wojennym członków Volkssturmu i Hitlerjugend. Jego świętym obowiązkiem powinno być wytrwanie do samego końca. Być może nie powstałby wtedy tak wielki bałagan i jeszcze niejeden zdołałby się przebić. Należy jednak nadmienić, że wszyscy postawieni przed sądem wojennym zostali uniewinnieni i że w Brzegu nie miały miejsca żadne egzekucje.

Koniec

piątek, 01 lutego 2008, hiberni

Polecane wpisy

  • Porucznik z Kamionki

    Urodził się 20 kwietnia 1925r. w Kamionce, wsi w obwodzie grodzieńskim. Wtedy tereny te należały jeszcze do II Rzeczypospolitej (dziś w granicach Białorusi). Gd

  • Festung Brieg. Ostatnie dni oblężonego miasta (3)

    23. stycznia 1945r. o godz. 15:00 Brzeg znalazł się pod ostrzałem artyleryjskim, który trwał nieprzerwanie aż do kapitulacji miasta i dokonał w nim znacznych sp

  • Festung Brieg. Ostatnie dni oblężonego miasta (2)

    W pierwszych dniach stycznia 1945 r. nasza komendantura, która w międzyczasie znacznie się rozrosła, musiała przenieść się z powodu braku miejsca, z wcześniej p

Stronę monitoruje stat24