Te historie napisało życie...
Blog > Komentarze do wpisu
Z brzeskich podań o Fryderyku Wielkim. Rozalia Schreier ratuje króla
W bitwie pod Małujowicami pruska jazda nie dorastała swojej austriackiej odpowiedniczce do pięt. Podwójny atak austriackiej kawalerii rozsadził prawe skrzydło pruskich oddziałów. Młodemu królowi Fryderykowi, który bezskutecznie próbował uporządkować swoje wojsko, doświadczony w boju feldmarszałek Schwerin, któremu później udało się jeszcze rzutem na taśmę przechylić szalę zwycięstwa na pruską stronę, poradził, by ten udał się do Opola i sprowadził natychmiast do pomocy korpus Holsteina.

Królowi rada ta niezbyt się spodobała. Kiedy jednak Schwerin uświadomił mu, że oddział ten jest jedyną rezerwą i nadzieją pruskiego wojska i jedynie sam władca może przyspieszyć jego odsiecz, udał się Fryderyk, który uznał bitwę już za przegraną, w drogę. Wskoczył na swojego siwka i opuścił w towarzystwie adiutanta von Wartenslebena i dwóch paziów pole bitwy.

Fot. Fryderyk Wielki dowodzi pruską armią w bitwie pod Małujowicami, 10.04.1741r.

W drodze do Opola

Droga prowadziła go przez Pogorzela, gdzie przed bitwą miał swą kwaterę. Tamtejszy rolnik, Georg Giersberg, wskazał mu drogę przez Jasionę do Lewina Brzeskiego.

 

Galopem przemierzył król Lewin, skąd kierował się bezpośrednio do Opola, które miało być według jego stanu wiedzy jeszcze w pruskich rękach. Obaj paziowie nie byli w stanie dotrzymać kroku Fryderykowi toteż zostali w tyle, a król podróżował dalej jedynie w towarzystwie swego adiutanta. Kiedy obaj dotarli do dużego mostu na Odrze w Opolu, zastali go zdjętego. Jedynie kilka belek tworzyło ścieżkę prowadzącą na drugą stronę rzeki. Na zawołanie Wartenslebena nadeszła odpowiedź – pytanie: „Kto tam?” „Prusacy.” – Padła odpowiedź – „Pruscy kurierzy.” Kiedy jednak po drugiej stronie mostu nikt się nie odezwał, niecierpliwy król rzekł: „Zejdźcie z konia Wartensleben i sprawdźcie, co tam się dzieje.” Adiutant natychmiast wykonał rozkaz. Będąc jednak w połowie przeprawy w jego kierunku padły strzały i rozległy się nieprzyjacielskie krzyki.

 

Wartensleben, co tchu i sił w nogach wycofał się z linii ognia. Ledwo zdążył zakomunikować swemu panu: „Wasza wysokość, tam są Austriacy”, i wskoczyć na konia, gdy od strony Skorogoszczy nadjeżdżały już oddziały węgierskich huzarów. Król zeskoczył prędko z rumaka i zawołał do swego towarzysza: „Nasze konie nie wytrzymają dalszego galopu. Musimy szybko znaleźć jakieś schronienie.” Rzekłszy te słowa skierował się w stronę budynków na przedmieściu. Adiutant jednakże podążył na koniu dalej wzdłuż Odry, a siwek króla za nim.

W kryjówce

Stary Fryc wszedł w progi gospodarstwa szypra oraz winiarza Schreiera, który akurat był poza domem. Jego małżonce Rozalii, która język niemiecki znała w bardzo słabym stopniu, z trudem wyjaśnił, by w zamian za nagrodę ukryła go przed huzarami. Dobroduszna kobieta, która nie miała pojęcia, jak ważna persona do niej zawitała, ukryła przybysza pod kadzią, w której zazwyczaj przygotowywała zacier, po czym na oścież otworzyła prowadzące w kierunku Odry drzwi na zapleczu. Ledwie się z tym uporała, gdy do domu wpadli w poszukiwaniu Prusaka węgierscy żołnierze.

Niewiasta natychmiast wskazała na otwarte drzwi i poinformowała żołnierzy o kierunku ucieczki króla. Nieufni huzarzy postanowili jednak na wszelki wypadek przeczesać izbę, lecz na szczęście dla Fryderyka nie zainteresowała ich zawartość stojącej w kącie kadzi. Niezadowoleni udali się we wskazanym przez Rozalię kierunku. Król był uratowany.

Kiedy Fryderyk dowiedział się, że właścicielem pobliskiego Mikolina jest jego znajomy baron Saurma, poprosił panią Schreier, by ta przewiozła go do niego łódką. Obiecał w zamian uczynić jej gospodarstwo wolnym od podatków i wypłacać dożywotnio, co miesiąc 10 talarów. Jej synowie mieli dodatkowo być zwolnieni ze służby wojskowej. Kobieta przystała na te warunki. Przyniosła królowi szyperski uniform, by ten się przebrał. W międzyczasie do domu wrócił pan Schreier. Nie chciał nic słyszeć o tej sprawie, gdyż jak większość Opolan był wrogiem Prusaków. Pozwolił jednak żonie pomóc nieznajomemu. Rozalia przewiozła bezpiecznie Fryderyka do Nikolina. Tam król wystawił jej na pożegnanie odpowiedni dokument zwalniający ją z płacenia taksy, z którym miała udać się do poborcy podatkowego. Od niego dopiero dowiedziała się, kogo uratowała.

Stary Fryc udał się do zamku, przebrał się, poprosił barona Saurmę o konia i natychmiast pospieszył do Lewina. Tu spotkał swojego adiutanta w domu rektora Panzera. Ku wielkiej uciesze dowiedział się także o szczęśliwym zakończeniu spisanej już na straty potyczki pod Małujowicami. Stary rektor i jego żona bardzo byli rad z wizyty młodego króla. Fryderyk z błogością rozkoszował się przygotowaną przez panią Panzer kawą. Równie znakomicie smakował mu pieczony kurczak. Po posiłku jednak zerwał się natychmiast do odjazdu z następującymi słowami na ustach: -„Muszę, czym prędzej, do swej dzielnej armii.”

Paweł Pawlita

 

Źródło: Paul Fräger, Sagen und Erzählungen vom Alten Fritz und vom Lieben Dorel, Brieg 1924
niedziela, 08 czerwca 2008, hiberni

Polecane wpisy

  • W walce o promocję powiatu

    268 lat temu pod Małujowicami rozegrała się jedna z ważniejszych bitew XVIII wieku. Do tej pory jednak żadna z lokalnych władz nie kiwnęła nawet palcem by wykor

  • Śląska Sykstyna

    Kościół parafialny p.w. św. Jakuba Apostoła w Małujowicach pierwotnie poświęcony był Wszystkim Świętym. Pierwsze wzmianki o nim pochodzą już z 1288r. W latach 1

  • Bitwa o Śląsk. Die Schlacht bei Mollwitz

    Przenieśmy się na chwilę w przeszłość, a dokładnie 266 lat wstecz. Jest 10 kwietnia 1741r. Znajdujemy się na Śląsku, około 40 km na południowy-wschód od Wrocła

Stronę monitoruje stat24