Te historie napisało życie...
Blog > Komentarze do wpisu
Jak w XVII wieku Nowy Rok witano, czyli sylwester na książęcym dworze
Był sylwester 1611 roku. Na brzeskim dworze panowała radosna atmosfera. Młoda księżna Dorota Sybilla (ur. 1590), świeżo upieczona małżonka Jana Chrystiana, zaprosiła bowiem do siebie dzieci rajców miejskich, urzędników książęcych i najstarszych mieszkańców miasta, by razem z nimi uczcić swoje pierwsze nadejście nowego roku na brzeskich włościach (księżna przybyła do nas z Krosna Odrzańskiego, gdzie wychowywała się na dworze matki, przyszła na świat zaś w Cölln nad Szprewą, obecnej części Berlina.

Dzieci na zamku

Po południu, o 15:00, gromadka najmłodszych zebrała się pod zamkowym portalem. Na twarzy każdego malowało się zaciekawienie, co też może ich w ten wyjątkowy dzień spotkać.

Panny dworskie, przebrane za anioły z olbrzymimi skrzydłami i panowie w strojach murzynów zjawili się jako posłańcy pani dworu. Towarzyszyli im trębacz i bębniarz. Orszak, nim wkroczył na teren rezydencji, pod ich akompaniamentem okrążył jeszcze trzykrotnie dziedziniec.

Wejść do sali kościelnej (obecnej koncertowej), gdzie miała odbyć się uroczystość, nie było jednak tak łatwo. Skuteczną przeszkodą był junkier Hans von Waldau ubrany w szarawary, pstrokate sukno i czapkę z dzwoneczkami. Jako błazen miał za zadanie, przy pomocy często niewybrednych żartów, uniemożliwić dzieciakom wkroczenie do komnaty. I tak chłopcy musieli skakać przez prycze, dziewczęta zaś ucałować grzechotkę Hansa. Kto tego nie uczynił dostawał razy lisim ogonem. Ostatecznie aniołom udało się jednak przepędzić głupca zielonymi gałązkami i murzyni mogli spokojnie otworzyć wrota komnaty, przez które z uśmiechami na twarzy przechodziły dzieci.

Pierwsze choinki na Śląsku pojawiły się w Brzegu. Kazała je postawić w sylwestrowy wieczór 1611 roku księżna Dorota Sybilla

Choinki, świece i smakołyki

Najmłodsi nie wiedzieli, w którym kierunku najpierw mają skierować swój wzrok. W sali stało mnóstwo wysokich, zielonych choinek (warto podkreślić, że były to pierwsze na Śląsku drzewka świąteczne). Setki płonących świec na ich gałęziach nadawały wystrojowi pomieszczenia dodatkowego blasku. Naprzeciw wejścia na wysokich krzesłach zasiadła książęca para z orszakiem. Pośrodku komnaty stały dwa olbrzymie stoły z rozmaitymi wspaniałościami. Na jednym znaleźć można było jabłka, orzechy, pierniki, marcepanowe gwiazdki oraz inne smakołyki. Drugi natomiast przykryty był białą płachtą. Jakież to skarby mogły być pod nią ukryte? – zastanawiały się dzieci i gdyby mogły, od razu pobiegłyby do stołu i zajrzały pod prześcieradło. Najpierw jednak należało przywitać się z gospodarzami!

W parach składały pociechy książęcej parze swoje ukłony. Dorota Sybilla podawała im do ucałowania swą dłoń, a potem wstawała i zapraszała do skosztowania łakoci. Każdy mógł wybrać sobie, na co miał ochotę. Kto jednak nie mógł się zdecydować na konkretne słodycze, ten był obdarowywany w nie w nadmiarze przez samą księżną. Nie zapomniała pani dworu też i o maluchach i chorych – kazała przygotować dla nich specjalne paczuszki niespodzianki.

Drobne podarki

Kiedy cierpliwość pociech sięgnęła kresu, przystąpiono wreszcie do drugiego stołu. Wraz ze zniknięciem zeń płachty zewsząd wyrwały się radosne okrzyki zachwytu. Oczom wszystkich ukazały się rzeźbione koniki, malowane owce i koguty, miecze, gwizdki, grzechotki, cynowe zabawki, jedwabne wstążki i wiele innych drobiazgów. Każdy przedmiot miał przypisaną sobie cyfrę. Pośrodku stołu znajdował się srebrny kielich. W nim zaś umieszczonych było 67 karteczek z numerami zabawek. Księżna podchodziła do każdego dziecka, które miało prawo do jednego losu. Książę wydawał nagrody.

Po zakończeniu losowania Dorota Sybilla wniosła do sali maluśkiego, urodzonego zaledwie przed kilkoma tygodniami księcia, pokazała go zaproszonym dzieciom i napomniała je, by były wobec niego łaskawe i wierne, kiedy obejmie tron. Następnie przekazała dla rodziców życzenia szczęśliwego nowego roku, a samym dzieciom poradziła, by zawsze były pobożne, żyły zgodnie z przykazaniami Boga i czciły swych rodzicieli. Na koniec nadworny kapłan Neomenius rozwodził się nad słowami z Ewangelii św. Mateusza: „I rzekł: Zaprawdę powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios.”

Gromadka dzieci, obładowana skarbami, przy akompaniamencie trębacza opuściła dwór. Byli zadowoleni i pełni wrażeń. Tylko fajerwerków niestety zabrakło.

Paweł Pawlita/Brzeska Powiatowa

 

Źródło: Fräger Paul, Sagen und Erzählungen vom Alten Fritz und vom Lieben Dorel, Brieg 1924

sobota, 20 grudnia 2008, hiberni

Polecane wpisy

  • Transfer

    Maj 1945r. III Rzesza kapituluje. II wojna światowa dobiega końca. Brzeżanie, którzy jeszcze cztery miesiące wcześniej musieli uciekać przed radziecką ofensywą,

  • Brzeski Zuchthaus. Post scriptum

    Chciałbym serdecznie podziękować czytelnikom za zainteresowanie moim cyklem poświęconym brzeskiemu więzieniu o zaostrzonym rygorze. Jestem również wdzięczny ukr

  • Brzeski Zuchthaus (3)

    W okresie 1939-1945, jak pisze L. Izbiński w publikacji „Patrioci czescy w brzeskim więzieniu”, w Zuchthausie w Brzegu przebywali Polacy, Czesi, Żyd

Stronę monitoruje stat24