Te historie napisało życie...
Blog > Komentarze do wpisu
Ostatni Bürgermeister
Bürgermeister, czyli burmistrz. Ostatni, gdyż po 1945r. Brzeg stał się polskim miastem. Historia Waldemara Reche, który w ostatnich 10 latach niemieckiej administracji na Śląsku sprawował pieczę nad naszym miastem.

Na świat przyszedł, w 1881r., w Kłodzku, jako syn miejscowego aptekarza. Maturę zdał we wrocławskim gimnazjum Króla Wilhelma (König-Wilhelms-Gymnasium). W 1902r. rozpoczął studia prawnicze w Jenie. Dyplom uzyskał jednakże we Wrocławiu.

W Kluczborku

W 1914r. Reche otrzymuje powołanie z urzędu miejskiego w Kluczborku, gdzie wspierać ma w działaniach miejscowego burmistrza. Z miastem tym zwiąże się na najbliższe 20 lat, przez ostatnie dwa będzie nawet stał na czele magistratu.

W 1934r. utraci jednak zajmowaną pozycję. Powód – brak w życiorysie członkostwa w Narodowosocjalistycznej Partii Robotniczej Niemiec (w skrócie NSDAP). Od tej pory zadowolić będzie musiał się urzędem zastępcy burmistrza oraz skarbnika w Brzegu.

 
Burmistrz Waldemar Reche (1881-1958)


Pierwsze lata w Brzegu

Pierwszą rzeczą, jaką Reche robi po przybyciu do Brzegu, jest zaprowadzenie porządku w urzędzie miasta. Znakomicie wychodzi mu również gospodarowanie, zwłaszcza finansami. Odpowiada także za tutejsze szkolnictwo.

Ogromne zmiany w Brzegu przynoszą ze sobą w kolejnych latach budowa koszar przy drodze prowadzącej do Pawłowa oraz lotniska w Skarbimierzu.

Wraz z wybuchem II wojny światowej również przełożony Rechego, burmistrz Kurt Schmidt powołany zostaje do służby wojskowej. Pięćdziesięcioośmioletni Waldemar przejmuje stery w mieście.

Gospodarka wojenna stawia wszystkim urzędom wysokie wymogi. Wszelkie plany dotyczące inwestycji w Brzegu (np. renowacja Zamku Piastów Śląskich) zostają niestety zaniechane.

Z pamiętnika burmistrza – rok 1945

W piastowskim grodzie toczy się normalne, spokojne życie. Aż do października 1944 roku, kiedy na miasto spada pierwsza rosyjska bomba. Jej celem jest linia kolejowa. Na szczęście pocisk trafia tylko w nasyp kolejowy, w pobliżu parku Peppela i nie wyrządza większych strat.

Sytuacja staje się jeszcze dramatyczniejsza w styczniu następnego roku. Burmistrz Reche w swoim pamiętniku pisze o ostatnich dni miasta Brieg następująco: - Kiedy na przełomie lat 1944/1945 Rosjanie niespodziewanie przełamali linię Wisły w okolicach Baranowa, wciąż wierzyliśmy, ufając zapewnieniom stanowisk dowódczych, że granica Śląska, a bynajmniej linia Odry, pozostanie nienaruszona. Wierzyliśmy także, że zapowiadany od dawna zwrot wydarzeń na naszą korzyść, dzięki wykorzystaniu nowych broni, w końcu nastąpi.

Bieg wypadków jednak nas kompletnie zaskoczył. Na 22 stycznia 1945r. zaplanowano ewakuację z miasta kobiet i dzieci oraz mężczyzn niezdolnych do walki.

Tego samego dnia udało mi się przygotować do wyjazdu ciężarówkę z licznymi rachunkami bankowymi miejskiej kasy oszczędnościowej, dokumentami urzędowymi i kilkoma kobietami (w większości pracownicami banku) na pokładzie.

Popołudnie minęło na ostatnich preparacjach w urzędzie, rozmowach z urzędnikami i radnymi miejskimi.

Zadziwiający był powrót do domu przez zaciemnione, prawie puste miasto.

W mieszkaniu zjadłem jeszcze kolację. Później próbowałem już tylko zasnąć, bez skutku. Prócz dochodzących z różnych stron odgłosów strzelaniny odzywał się ciągle telefon. Ewakuacja magistratu ma odbyć się do Jeleniej Góry – informował głos w słuchawce.

Następnego dnia zająłem się przygotowaniem administracji do wymarszu. Spaliliśmy szereg akt, których nie byliśmy w stanie ze sobą zabrać, a nie chcieliśmy też by wpadły w ręce wroga. Inne zabezpieczyliśmy w sejfach.

W południe objechałem jeszcze z komendantem policji miasto. Odwiedziłem straż pożarną, władze powiatowe, przejechałem wzdłuż brzegu Odry, ulicą Wojska Polskiego(wówczas Zollstrasse), gdzie stał gotowy do boju ogromny czołg, by wreszcie wyruszyć wcześniej przygotowaną ciężarówką w stronę Jeleniej Góry.

Pojazd odmówił posługi już w Oleśnicy Małej. Tylko dzięki pomocy żołnierzy udało nam się dotrzeć przez Strzelin do Świdnicy. Tamtejszy burmistrz oddał nam do dyspozycji małą ciężarówkę. W niej przybyliśmy, przemierzając Góry Sowie, do Kamiennej Góry.

Przerażało nas, pozbawionych ojczyzny uciekinierów, cierpienie tysięcy biedaków, którzy w śniegu po pas ciągnęli za sobą cały swój dobytek. Ilu poległo w marszu z wycieńczenia? Ilu starszych, ułomnych i dzieci straciło w tamtych dniach i tygodniach życie?

Nasza grupa dotarła ostatecznie do Jeleniej Góry. Miejscowy burmistrz oddał mi do dyspozycji dwie małe izby w budynku ratusza, a także pomieszczenie w banku na przechowanie ocalonych środków. Dzięki temu miejska kasa mogła pracować pełną parą i na bieżąco udzielać pomocy 20 tysiącom zakwaterowanym w Jeleniej Górze brzeżanom. W ratuszu przyjmowaliśmy codziennie interesantów, od 9:00 do 12:00. A przychodziło ich sporo.

W międzyczasie front przesuwał się coraz dalej na zachód. Brzeg i inne śląskie miasta padły, większa część Silesii zajęta została przez Armię Czerwoną. Teraz również i Jelenia Góra musiała się ewakuować. Oznaczało to zakończenie pracy magistratu, a co za tym idzie kres wypłacania pieniędzy.

23 lutego po pełnej przygód drodze w ciężarówce dotarliśmy przez Karkonosze – Cieplice, Szklarską Porębę, Harrachov, Jablonec nad Nisou do Liberca, gdzie w miejscowej szkole znaleźliśmy schronienie na tydzień.

Po wojnie


W tym miejscu urywają się zapiski Waldemara Reche. Wiemy, że po zakończeniu wojny, próbuje, podobnie jak inni Ślązacy, wrócić przez Saksonię do swej małej ojczyzny. Na Nysie Kłodzkiej, w pobliżu Zgorzelca, dowiaduje się jednak, że powrót do Brzegu nie będzie możliwy. W takiej sytuacji nie pozostaje mu nic innego, jak szukać schronienia na terenie Niemiec, u najbliższych. Udaje się do syna Reinharta, do Plön – małego miasteczka w pobliżu Kilonii. Tutaj stwierdza: - Po ucieczce z ojczyzny, utracie materialnego bytu, wszystkich ziemskich dóbr... tułaczce po niemieckiej ziemi ze wszystkimi trudami, wyrzeczeniami i przygodami... upadku kraju z politycznymi i gospodarczymi konsekwencjami... mieliśmy uczucie, że nasze pierwsze życie się skończyło, że pierwszy jego rozdział został zamknięty.”

W Plön Reche udziela pomocy swoim byłym współpracownikom z Kluczborka i Brzegu, wystawiając im jako mąż zaufania zaświadczenia przydatne w poszukiwaniach pracy czy otrzymaniu świadczeń emerytalnych w nowej rzeczywistości. Zawsze służy radą i dobrym słowem. Wciąż mocno wierzy w powrót w rodzinne strony. Zresztą nie on jeden. Nadzieje te przerywa śmierć w 1958r.



Paweł Pawlita/Brzeska Powiatowa

piątek, 30 stycznia 2009, hiberni

Polecane wpisy

  • Edward Kafel - pionier brzeskiej fotografii

    Jego mama marzyła o tym, by został księdzem. On poświęcił się fotografii i po przybyciu do Brzegu w 1945 roku otworzył pierwszy w mieście zakład fotograficzny.

  • Naczelnik z Malinówki

    Niebawem skończy 70 lat. Nietuzinkowy pedagog, wieloletni radny, naczelnik gminy i miasta Brzeg. Jan Pikor Urodził się 16 października 1939r. w Malinówce, wsi w

  • Moja dusza została w Brzegu

    Urodził się Kluczborku, wychowywał w Brzegu, a życie ułożył w Plön. Roland Reche, przewodniczący stowarzyszenia byłych mieszkańców Brzegu, zwolennik polsko-niem

Stronę monitoruje stat24