Te historie napisało życie...
Blog > Komentarze do wpisu
Pan Tadeusz (1). Na Podolu
Na Tarnopolszczyźnie zostawił swoje serce i duszę. Na Opolszczyźnie znalazł drugi dom i z nią związał swoje życie. Tadeusz Bednarczuk, bo o nim mowa, z wykształcenia polonista, nauczyciel i dyrektor szkół średnich, od 1975r. zawodowo dziennikarz, autor książek o tematyce regionalnej, od lat za pomocą swego pióra uwiecznia ludzi, ich smutki i radości, wzloty, a także upadki. Najwyższa pora, by przelać na papier historię jego samego.

 Tadeusz Bednarczuk

Szczęśliwe dzieciństwo na Kresach

Pan Tadeusz przyszedł na świat 11 października 1931r. w Grabowcu koło Tarnopola jako drugi syn Jana i Julii Bednarczuków. Tam też, w dolinie rzeki Gniezny, spędził beztrosko pierwszych osiem lat swojego życia. – Kiedy myślę o krainie lat dziecinnych, jawi się przede mną zielona łąka ukraszona kaczeńcami. Biegnę nią pod górę, a moim oczom ukazuje się wieża kościoła w Baworowie – zatapia się w myślach. - Stamtąd już niedaleko do Zastawia, do babci i dziadka - Magdaleny i Antoniego Janowskich.

Antoni Janowski to znany i szanowany w regionie polityk, działacz PSL Piast. W 1930r. wybrany zostaje na posła Sejmu RP z okręgu tarnopolskiego. Po zakończeniu kadencji parlamentarnej nadal dba o interesy swoich ziomków szefując gminie zbiorowej Baworów. Aż do pamiętnego 17 września 1939r... – To był wielki wstrząs dla naszej społeczności, kiedy do wsi wjechały sowieckie czołgi. Okrutny cios w plecy – wspomina Bednarczuk.

Rodziny Janowskich i Bednarczuków. Mały Tadzio siedzi na kolanach mamy Julii, przy niej stoi tata Jan, na schodach siedzi brat Zbyszek. Po lewej dziadkowie - Antoni i Magdalena oraz ich synowie Zygmunt i Józef

Radziecka samowolka

Rosjanie nie liczyli się z nikim. W Grabowcu utworzyli kołchoz, a jego bazę ulokowali w majątku Polskiej Akademii Umiejętności. Urzędował w niej hołowa (w dosłownym tłumaczeniu głowa) i przyjmował rolników do kolektywnego gospodarstwa. Wyłącznie tych, co nie mieli nic lub mieli bardzo niewiele, tzw. biedniaków i średniaków. – Nas zaliczano do kułaków, czyli bogaczy. Posiadaliśmy 10 hektarów pola i za nic w świecie nie chcieli nas włączyć do kołchozu. Nałożyli za to ogromne podatki – opowiada pan Tadeusz.

Bednarczukowie sprzedali prawie wszystko, co mieli. Łącznie ze ślubnymi obrączkami. Została tylko krowa. – Hołowa nie miał innego wyjścia, jak przyjąć nas do tego kołchozu. Ale zanim to ostatecznie nastąpiło kazał sobie jeszcze przynieść litr wódki! – mówi Bednarczuk.

Spółdzielcze gospodarstwo rolne w Grabowcu nie prosperowało jednak zbyt dobrze. Było najzwyczajniej źle zorganizowane. Do tego stopnia nawet, że w pewnym momencie, nie było już co krowom do żłobów wrzucić. – Wtedy zaczęli przywozić z kolonii Marianówka słomę, która pokrywała tamtejsze strzechy. Cięli ją w sieczkarni napędzanej kieratem (siłą pociągową zwierząt) i podawali mocno już wychudzonym krowom – relacjonuje pan Tadeusz.

Pod niemiecką okupacją

Pod koniec czerwca 1941r. przyszli Niemcy. Niektórzy upatrywali w nich nadziei na poprawę warunków bytowych. – Myśleliśmy, że wraz z nimi napłynie do nas pierwiastek zachodniej kultury i wreszcie skończy się ten bandytyzm – sięga do pamięci nasz rozmówca.

Rzeczywistość okazała się jednak bardziej brutalna. Co prawda, każdy gospodarz mógł zabrać krowę i wrócić na swoją rolę, ale już rok później okupant przywłaszczył sobie wszystkie zapasy zboża we wsi. Nastał czas wielkiego głodu.

W fatalnym położeniu znaleźli się również Żydzi. Spędzono ich i zamknięto w trzech gettach: w Tarnopolu, Mikolińcach i Skałacie. Z biegiem czasu wszystkich wymordowano. 15 tysięcy niewinnych ofiar. Dziś przypominają o nich olbrzymie mogiły w Zagrobeli i Petrykowie, na przedmieściach Tarnopola.

Mordy banderowców

Czas okupacji niemieckiej przyniósł ze sobą wzmożoną aktywność banderowską. Członkowie Ukraińskiej Powstańczej Armii bez skrupułów mordowali ludność polską na Podolu. Ich bestialska działalność nie oszczędziła również rodziny Tadeusza Bednarczuka. – W rodzinie Bobowskich, spowinowaconej z nami od strony matki, zabili Jana, jego żonę, ich dwie córki (jedna była w ciąży), zięcia oraz chłopca przygarniętego z domu dziecka – przytacza ze smutkiem. – Uratował się cudem tylko Józek, który jednakże podczas ucieczki został postrzelony w plecy.

Członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów pozbawili życia też proboszcza parafii Baworów, ks. Karola Procyka. – Był Dzień Zaduszny 1943r. Proboszcz wraz z wikarym Ludwikiem Rutyną wrócili właśnie z cmentarza na plebanię. Nagle ktoś zaczął stukać do drzwi. Podszedł do nich i otworzył organista Szymon Wiśniewski. Ujrzał wycelowany prosto w siebie karabin. Trafili go w pierś – rekonstruuje wydarzenia Tadeusz Bednarczuk. – Ks. Rutyna usłyszawszy strzał dopadł czym prędzej okna i wyskoczył przez nie do ogródka. Za węgłem czekał już banderowiec. Rzucił w jego kierunku granat, który na szczęście nie eksplodował. Pozwoliło to wikaremu zaszyć się w zakamarkach u sąsiada. Stamtąd dobiegły go krzyki ks. Procyka, którego w międzyczasie dopadli bandyci, a następnie skrępowali powrozami, wrzucili na furmankę i powieźli w nieznanym kierunku.

Nikt już więcej nie widział proboszcza Karola Procyka. Z całą pewnością jednak został zamordowany. Niestety do dziś nie wiadomo, gdzie spoczywa jego ciało.

Kilka dni po pamiętnym wieczorze 2 listopada ks. Rutyna znalazł w konfesjonale strzęp szkolnego świadectwa, na którym ktoś napisał, że proboszcza pogrzebano w lesie, pod chrustami. Udał się z parafianami we wskazane miejsce, ale nic nie znaleźli.

Czarny okres panowania banderowców pochłonął w parafii Baworów do końca wojny jeszcze 11 ofiar, w tym Ludwika Kowala, kierownika lokalnej placówki AK.

Ciąg dalszy nastąpi

Paweł Pawlita/Brzeska Powiatowa

czwartek, 19 lutego 2009, hiberni

Polecane wpisy

  • Edward Kafel - pionier brzeskiej fotografii

    Jego mama marzyła o tym, by został księdzem. On poświęcił się fotografii i po przybyciu do Brzegu w 1945 roku otworzył pierwszy w mieście zakład fotograficzny.

  • Naczelnik z Malinówki

    Niebawem skończy 70 lat. Nietuzinkowy pedagog, wieloletni radny, naczelnik gminy i miasta Brzeg. Jan Pikor Urodził się 16 października 1939r. w Malinówce, wsi w

  • Moja dusza została w Brzegu

    Urodził się Kluczborku, wychowywał w Brzegu, a życie ułożył w Plön. Roland Reche, przewodniczący stowarzyszenia byłych mieszkańców Brzegu, zwolennik polsko-niem

Komentarze
Gość: Krystyna Bogucka, *.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2010/02/07 21:17:01
Znam te bolesne sprawy z opowiadań mojej Mamusi i Babci ,które mieszkały w Tarnopolu - Tarnopol to moja miłość !!!! Ilekroć ktoś z Państwa pisze o tych stronach to robi mi się ciepło na sercu.Wiele słyszałam o mordach na Polakach dokonanych przez bandy UPA - to aż wierzyć się nie chce, że moi Rodzice takie piekło przeżyli ,to było potworne i nikt jakoś o tych sprawach dzisiaj głośno nie mówi - dlaczego nie może powstać w Warszawie pomnik pomordowanych na naszych Kresach?!!!! Panie Andrzeju Wajda dlaczego pan w tej sprawie protestuje ?????? Podolanka
-
Gość: Grażyna, *.centertel.pl
2011/01/28 20:38:21
Jestem również urodzoną tarnopolanką, nie pamiętam Tarnopola, ponieważ urodziłam się w 1942 r.Opuściłam Kresy w 1945 r i wyjechałam z rodzicami na Pomorze. Miasta Tarnopol i Zbaraż( pierwsze z nich jako miejsce mojego urodzenia, a drugie z racji zamieszkiwania przez moją rodzinę w okresie międzywojennym) są bardzo bliskie memu sercu. Zgadzam się z p. Krystyną Bogucką w sprawie postawienia w Warszawie pomnika pomordowanych na Kresach. Ludzie ci zasłużyli sobie na wieczną pamięć. Serdecznie pozdrawiam wszystkich Polaków mających tarnopolskie korzenie.
-
Gość: Adam Kos, *.cust.tele2.at
2012/03/29 16:01:19
Czytam z wielkim zainteresowaniem historie zycia mojego ulubionego profesora
historii i jezyka polskiego z Technikum w Olesnie ( moj ty Boze, juz 45 lat od matury).
Z wielkim szacunkiem dla jego wspanialej malzonki pozdrawia Adam Kos z Austrii.
-
Gość: Elżbieta, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/07/28 18:35:50
Też jestem zakochana w Tarnopolu,moi rodzice pochodzili stamtąd i ciągle mi o swoim mieście rodzinnym opowiadali.Pamiętam jak bardzo tęsknili za swoimi stronami i dziwne,kiedy umarli ta tęsknota za miejscem pochodzenia przeszła na mnie. Zawsze mam łzy w oczach gdy czytam o Kresach ale wybieram się tam bardzo niemrawo ,zresztą teraz tam wojna,więc strach.Pozdrawiam wszystkich Tarnopolan,może ktoś mi odpisze,bardzo proszę !
Stronę monitoruje stat24