Te historie napisało życie...
Blog > Komentarze do wpisu
Naczelnik z Malinówki
Niebawem skończy 70 lat. Nietuzinkowy pedagog, wieloletni radny, naczelnik gminy i miasta Brzeg. Jan Pikor

Urodził się 16 października 1939r. w Malinówce, wsi w powiecie gródeckim (województwo lwowskie). Z dzieciństwa na Kresach pamięta niewiele, najbardziej najazdy banderowców. – To był koszmar – wspomina po latach. – Najechali na nas w biały dzień i splądrowali całą wieś. Na moich oczach zginął sąsiad Skoczylas. Z mamą modliliśmy się za jego duszę.

Ojciec pana Jana, Wojciech, walczył w Armii Krajowej. W styczniu 1945r. Rosjanie zabrali go do łagru. Dwanaście miesięcy pracował w kopalni węgla w Doniecku. – Mama sama musiała zająć się dziećmi. Było jej ciężko wyżywić siedem pociech – mówi pan Jan.

W maju 1945r. Karolina Pikor z dziećmi i innymi mieszkańcami Malinówki w bydlęcym wagonie przyjeżdża na Opolszczyznę. Osiedla się w Lasowicach Małych (powiat oleski). W grudniu odnajduje ją mąż, szczęśliwie zwolnili go z kopalni. Zaczynają wszystko od nowa.

– Wnuki są zachwycone żeglowaniem – mówi sternik Jan Pikor. Na zdjęciu z Mateuszem, Martyną i Martą

W szkole


W Lasowicach mały Jasio rozpoczyna naukę w szkole podstawowej. W pobliskim Kluczborku natomiast przygotowuje się do roli nauczyciela. Bardzo ceni sobie naukę w tamtejszym Liceum Pedagogicznym. – To były piękne lata – uśmiecha się na to wspomnienie.

Po maturze Janek rozpoczyna studia pedagogiczne na Wyższej Szkole Pedagogicznej w Gdańsku. Drugi fakultet - studia fizyczne, robi później w Opolu. W 1965r. trafia wreszcie do Brzegu i tu rozpoczyna pracę w Liceum Pedagogicznym. Sprawia mu ona tyle satysfakcji, że kiedy 5 lat później skończy się era liceów pedagogicznych, będzie protestował. Bezskutecznie. – Ta szkoła nie tylko uczyła, ale przede wszystkim rozwijała zainteresowania młodzieży. Zapewniła znakomity start setkom pedagogów – powtarza jak mantrę Jan Pikor. - Poza tym zdobyłem w niej dużo doświadczeń, poznałem wielu wartościowych ludzi, z którymi przyjazne kontakty utrzymuję do dziś.

W 1970r. Jano Pikor otrzymuje etat w Technikum Rolniczym w Żłobiźnie. – Przez pięć lat byłem zastępcą dyrektora Tadeusza Bednarczuka – mówi. – Wspólnie opracowaliśmy system gabinetowy czy też metodę wychowania przez samorządność, która polegała na tym, że każda klasa przez miesiąc gospodarowała obiektem szkolnym, organizowała życie kulturalne, odpowiadała za ład, porządek i bezpieczeństwo.


W 1975r. pedagog przechodzi do szkoły podstawowej nr 8. Jest to placówka zbiorcza – prócz dzieci miejskich, uczęszczają do niej też uczniowie z Brzeziny, Lipek, Małujowic, Łukowic Brzeskich, Skarbimierza i Żłobizny. Uczy również w Liceum Medycznym.

Gminną tradycją były coroczne dożynki na stadionie miejskim. Jan Pikor witany przez starostów uroczystości chlebem i solą


Pro publico bono

W międzyczasie Pikor zostaje radnym Powiatowej Rady Narodowej, która w 1975r., po likwidacji powiatów, przekształca się w organ miejsko-gminny. Pełni w niej funkcję przewodniczącego komisji oświaty i kultury.

W 1983r. pojawia się okazja, by podjąć walkę o stanowisko naczelnika. Członkowie rady w tajnym głosowaniu wybierają Jana Pikora na szefa miasta i gminy Brzeg. Swój urząd piastuje aż do zmiany ustroju. – Po 1989r. zająłem się prowadzeniem własnej działalności gospodarczej – mówi były naczelnik. – W 2003r. przyszedł czas na emeryturę. Zająłem się też pracą na rzecz naszej lokalnej społeczności. Wybrano mnie do rady miasta. Radnym z ramienia Towarzystwa Rozwoju Ziemi Brzeskiej jestem do dziś.

Na sesjach rady miasta Jan Pikor podejmuje przede wszystkim sprawy związane z edukacją, kulturą i zdrowiem. Zasiada w komisjach: zdrowia, spraw społecznych i rodziny oraz oświaty, kultury, sportu i rekreacji. Zapytany o znaczące sukcesy swojej kadencji spontanicznie wymienia dwa: utworzenie poradni kardiologicznej w brzeskim szpitalu i optymalną organizację sieci szkolnej. – Mieszkańcy naszego powiatu jeszcze kilka lat temu, jako jedyni w województwie nie mieli dostępu do kardiologa. Dzięki moim staraniom i odzewowi wszystkich gmin udało się to zmienić – przekonuje radny. – Jeśli chodzi o organizację placówek oświatowych, w mieście mamy 10 przedszkoli, 5 szkół podstawowych i 4 gimnazja, które w sposób optymalny zabezpieczają wychowanie. Jeszcze niedawno, kiedy brakowało dzieci do przedszkoli, radni nosili się z zamiarem likwidacji jednej placówki. Twardo jednak zaprotestowałem, mając na względzie zmieniające się wciąż wskaźniki demograficzne. Jak widać, miałem rację. Rodzi się przecież coraz więcej dzieci. Przedszkole udało się uratować.

A czego nie udało się zrobić? Wśród bolączek radny Pikor wylicza problem przeprawy mostowej na Odrze, brak inkubatora przedsiębiorczości (instytucji oferującej pomoc przy zakładaniu nowych firm) oraz adaptację niszczejącego budynku gimnazjum piastowskiego. – Chciałbym, aby siedzibę znalazła w nim biblioteka miejska, która ma w tej chwili najgorsze warunki wśród podobnych placówek w całym województwie – przekonuje. – Tu miałaby ideale uwarunkowania.

Pasja życia

Życie to jednak nie tylko praca, ale również pasje. Jan Pikor ma ich kilka. Pierwsza to brydż, w którego gra od dobrych pięćdziesięciu lat. – To niezła gimnastyka dla umysłu - twierdzi - Mamy w Brzegu nawet swój klub. Z kolegami spotykamy się w każdy wtorek. Czasem organizujemy też amatorskie turnieje.

Radny uwielbia jazdę na nartach – w zimie, a w lecie oddaje się żeglarstwu, którym zaraził go inż. Walek Kozieł z klubu „Fala” działającego przy brzeskim Agromecie. – Wraz z 12 uczennicami z Liceum Medycznego odbyliśmy pod jego okiem kurs. Uzyskałem patent sternika jachtowego i tak rozpoczęła się moja przygoda na falach. Dziś dzieci zabierają mnie na Mazury, gdzie wspólnie żeglujemy i odpoczywamy.

Szczególną sympatią radny darzy również konie. A wszystko zaczęło się od czarnej amerykańskiej klaczy, jaką zaraz po wojnie od Unry – organizacji pomocowej utworzonej przez Narody Zjednoczone (podobnie jak Władysław Kargul w komedii „Sami swoi”) otrzymał ojciec pana Jana. – Polubiłem tego mustanga. Już jako dziesięciolatek ujeżdżałem go z pasją – mówi z dumą pedagog.

Teraz na koniach jeżdżą już wnuki pana Jana. Mają taką możliwość w Kaniowie, gdzie dziadek ma swój domek i konia, którego przechowuje w stajni partnera, Wiesława Felusiaka.

Jan Pikor jest szczęśliwym mężem, ojcem i dziadkiem. Żonę Jolantę poznał w szkole – Liceum Pedagogicznym w Brzegu. Był jej nauczycielem. – Bardzo mi się podobała, ale wtedy jeszcze jej nie podrywałem. Nie wypadało – śmieje się. Wspólnie wychowali trójkę dzieci – Sylwię, Karolinę i Sylwestra Jana. Ten ostatni jest znanym w Brzegu dentystą i frontmanem zespołu „North-West Passage”. Państwo Pikorowie cieszą się również z czwórki wspaniałych wnuków – Mateusza, Martyny, Marty i Jana. – Rodzina to nasz największy skarb – podkreślają zgodnie.

 

Tekst: Paweł Pawlita

Fot. Archiwum Jana Pikora

wtorek, 08 września 2009, hiberni

Polecane wpisy

Stronę monitoruje stat24